Mam pięćdziesiąt trzy lata i od trzydziestu pracuję jako księgowa w jednej z bydgoskich firm budowlanych. To praca nudna, przewidywalna i tak bardzo bezpieczna, że czasem mam wrażenie, że moje życie to jeden, wielki, powtarzalny arkusz kalkulacyjny. Wstaję o szóstej, jadę do biura, wypełniam faktury, wracam do domu, oglądam serial, idę spać. Weekendy? Zmywanie, pranie, zakupy, ewentualnie spacer z psem. Moje dzieci już dawno wyfrunęły z gniazda – syn w Anglii, córka w Krakowie, więc w mieszkaniu zostaliśmy tylko ja, mąż i nasz stary, leniwy kot. I nie powiem, żeby mi było źle – mam dach nad głową, pracę, zdrowie. Ale czasem, gdy w sobotę wieczorem siedzę w tym fotelu i patrzę w telewizor, czuję taką dziwną pustkę, taki brak czegoś, co wyrwałoby mnie z tej rutyny. Moja przyjaciółka Kasia, z którą chodzę na siłownię (tak, chodzę na siłownię, choć nie lubię), zawsze mówi, że jestem za młoda na takie życie, że powinnam coś zmienić, gdzieś pojechać, kogoś poznać. Ale jak to zrobić, skoro nie mam pomysłu, energii, a czasem nawet ochoty?
Właśnie w jednym z takich wieczorów, gdy mąż oglądał mecz w drugim pokoju, a ja bezmyślnie przeglądałam telefon, trafiłam na reklamę, która normalnie by mnie ominęła. Pisali o czymś, co nazywało się
vavada darmowe spiny, o promocji dla nowych, o bonusach bez depozytu. W pierwszej chwili pomyślałam – to nie dla mnie, to dla młodych, dla tych, którzy siedzą w tych swoich aplikacjach i gadżetach. Ale coś mnie zatrzymało. Może to, że Kasia ostatnio powiedziała, że jestem za młoda, może to, że w moim życiu brakuje jakiegokolwiek ryzyka, jakiejkolwiek niespodzianki. Zainstalowałam więc aplikację, zarejestrowałam się, i po kilku minutach na koncie pojawiło się czterdzieści darmowych spinów. Byłam sceptyczna. Wydawało mi się to wszystko takie... dziecinne. Te kolorowe symbole, ta muzyka, te animacje. Ale gdy zaczęłam kręcić, coś się zmieniło. Przy każdym spinie czułam taki mały dreszczyk, taką iskrę, której nie czułam od lat. To nie było uzależnienie, nie chodziło o pieniądze – chodziło o to uczucie, że oto dzieje się coś, czego nie kontroluję, czego nie zaplanowałam, co może mnie zaskoczyć.
I zaskoczyło. Przy trzydziestym spinie trafiłam na bonusową rundę. Dostałam dodatkowe darmowe spiny, a w ich trakcie wygrałam dwieście złotych. Dwieście złotych. Z niczego. Z promocji, która kosztowała mnie zero wysiłku i zero pieniędzy. Siedziałam w tym fotelu, w moim szarym dresie, z kubkiem herbaty w dłoni, i patrzyłam na ekran, nie mogąc uwierzyć. Mąż, słysząc mój okrzyk, przyszedł zobaczyć, co się dzieje. Pokazałam mu. "I co z tym zrobisz?" – zapytał. "Nie wiem" – odpowiedziałam. "Kupię coś, co sprawi mi przyjemność. Może te buty, na które patrzę od miesiąca?" Uśmiechnął się i pokiwał głową. Wypłaciłam pieniądze. Przyszły na konto następnego dnia. Kupiłam te buty – czerwone, wygodne, takie, w jakich nigdy wcześniej nie chodziłam, bo zawsze bałam się, że będą za bardzo rzucać się w oczy. I wiecie co? W nich poczułam się inaczej. Młodziej, lżej, bardziej sobą.
Od tamtej pory minęło pół roku. Nie zostałam hazardzistką – wcale. Ale zmieniłam swoje podejście do życia. Zaczęłam częściej mówić "tak" na rzeczy, które wcześniej bym odrzuciła. Zapisaliśmy się z mężem na kurs tańca (on narzeka, ale chyba mu się podoba). Umówiłam się z Kasią na weekend w górach, choć zawsze mówiłam, że nie mam czasu. I kupiłam sobie drugą parę czerwonych butów, tym razem na lato. Ta jedna wygrana, te vavada darmowe spiny, nie były może przełomem, ale były iskrą. Zapaliły we mnie coś, co myślałam, że wygasło – ciekawość świata, chęć do eksperymentowania, odwagę, by wyjść poza swoją strefę komfortu. Dziś, gdy ktoś pyta, czy hazard to zło, odpowiadam – jak wszystko, może nim być, jeśli przesadzisz. Ale jeśli podejdziesz do niego z dystansem, z uśmiechem, z jasnym limitem, może być po prostu pretekstem do tego, żeby zrobić coś, czego normalnie byś nie zrobił. Ja zrobiłam. Kupiłam czerwone buty. I choć to brzmi śmiesznie, te buty stały się symbolem mojej małej rewolucji. Symbolem tego, że w wieku pięćdziesięciu trzech lat wciąż mogę zaskoczyć samą siebie. A to, moi drodzy, jest bezcenne. Więc jeśli ktoś pyta, gdzie to się zaczęło – zaczęło się od nudy, od fotela, od telefonu, od przypadkowej reklamy. I od odwagi, by kliknąć "zainstaluj". Bo czasem wystarczy jeden mały krok, żeby zmienić wszystko. Ja swój krok zrobiłam. I nie żałuję.